Połykanie żaby – syndrom sztokholmski legnickiej lewicy

Wołajcie sąsiadów! Tadeusz Krzakowski ogłosił, że wystartuje w kwietniowych wyborach, w których powalczy o szóstą już kadencję w Ratuszu! Zrobił to otoczony wianuszkiem swoich radnych i polityków Lewicy, w tym lokalnego lidera tej partii (a raczej pozostałości po niej), Michała Huzarskiego. Tego samego, którego przed laty chciał wyrzucić z SLD.

2009 rok. Remont ul. Wrocławskiej w centrum Legnicy wlecze się w nieskończoność. Za rok wybory samorządowe, a kierowcy stoją w korkach i klną na władzę. Miejski radny Sojuszu Lewicy Demokratycznej, Michał Huzarski wywiesza na kamienicy przy rozkopanej ulicy billboard, z którego żąda dwuzmianowego systemu pracy na budowie. Szybko zostaje za to wyrzucony z zarządu lokalnych struktur partii i skreślony z listy wyborczej do sejmiku dolnośląskiego. Finalnie za Huzarskim stanęły władze wojewódzki Sojuszu. Startuje w wyborach i zdobywa mandat. Od tej pory z Krzakowskim są wrogami.

2014 rok. W SLD już widzą, że Krzakowski jest dla partii obciążeniem. Że rozwala ją od środka grając na siebie. Nie rozumie jednak tego ówczesny szef partii, stary PZPR-owski towarzysz, Kazimierz Hałaszyński. Wbrew woli działaczy, udziela poparcia Krzakowskiemu w wyborach. Ludzie są wściekli.

2015 rok. W Polsce zaczyna się „dobra zmiana”, a Tadeusz Krzakowski, który o swoich lewicowych korzeniach nie mówi już wcale, a jeśli już to po cichu i niechętnie, zaczyna współpracę z PiS. Chętnie fotografuje się z politykami partii rządzącej. Zdjęcia wrzuca na swoje media społecznościowe.

W 2016 r. W kraju ruszają manifestacje organizowane przez Ogólnopolski Strajk Kobiet przeciwko zaostrzeniu prawa aborcyjnego. W czarnym proteście w Legnicy udział wzięło ponad tysiąc osób. W kolejnych latach legniczanie wychodzą na ulice jeszcze kilka razy – w obronie konstytucji, wolnych sądów, przeciwko „Lex TVN”, w obronie UE, czy przeciwko karom za edukację seksualną. Na transparentach wypisane są hasła i postulaty, które definiują lewicę. Tadeusza Krzakowskiego nie było na ani jednej z tych manifestacji. W tym czasie publicznie wychwala PiS, mówi, że współpracuje się z nim lepiej niż z PO i PSL. Z radnymi PiS razem skutecznie zwalcza PO w radzie miejskiej.

2018 rok. Michał Huzarski jest szefem legnickiego SLD. Partia po raz pierwszy w historii nie udziela poparcia Krzakowskiemu. Więcej, Huzarski sam startuje w wyścigu o Ratusz. W kampanii zaciekle atakuje Krzakowskiego. Ten wówczas z partią nie ma nic wspólnego. Nie jest mu już do niczego potrzebna, bo stworzył własny obóz polityczny. Huzarski dziennikarzom tłumaczy, że prezydent Legnicy już dawno został skreślony z listy członków partii, bo nie płaci składek.

17 września 2023 r. Miesiąc do wyborów parlamentarnych. Kampania trwa w najlepsze. W Polsce czuć wiatr zmian, pogrążony kolejnymi aferami i skandalami PiS, rozpaczliwie walczy o elektorat. Z pomocą przychodzi Tadeusz Krzakowski. W legnickim rynku odbywa się piknik wojskowy z udziałem ministra Mariusza Błaszczaka. Są pokazy sprzętu wojskowego, grochówka. Ludzie są zadowoleni. Politycy PiS mówią, że za kilka lat polska armia będzie jedną z największych w Europie.  

Poniedziałek, 5 lutego. Arkadiusz Sikora, świeżo upieczony poseł, lider Lewicy na Dolnym Śląsku stoi przed urzędem miasta obok Krzakowskiego, i wypala: – Przez ostatnie lata to właśnie pan prezydent Tadeusz Krzakowski dzielnie bronił Legnicy przed inwazją Prawa i Sprawiedliwości na Dolnym Śląsku i w Polsce. Dzięki znakomitym działaniom pana prezydenta dzisiaj mamy szansę, aby w drugiej połowie walki o odsunięcie PiS-u od władzy wystąpić w takim składzie i z taką determinacją.

Stojący z drugiej strony Michał Huzarski minę ma nietęgą. Zdaje sobie sprawę, ze Lewica w Legnicy praktycznie już dziś nie istnieje. Tadeusz Krzakowski ją zjadł. Huzarskiemu i garstce działaczy, która się jeszcze ostała, do zjedzenia została żaba. Grozi im niestrawność.

Przeczytaj także

Nowe na stronie