Przetrwał trzech biskupów, przez 34 lata kontrolował finanse diecezji legnickiej i uchodził za jedną z najpotężniejszych postaci lokalnego Kościoła. Oficjalnie – przechodzi na emeryturę. Nieoficjalnie – jego odejście zbiega się z publikacją głośnej książki „Kuria” Artura Nowaka. Czy ks. Józef Lisowski naprawdę sam odchodzi, czy został do tego zmuszony?
Ks. Józef Lisowski, wieloletni kanclerz Legnickiej Kurii Biskupiej, to bez wątpienia jedna z najbardziej wpływowych i jednocześnie najbardziej kontrowersyjnych postaci w historii diecezji legnickiej. Z kurią był związany od samego początku jej istnienia – od 1992 roku. Przez ponad trzy dekady uchodził za „szarą eminencję” diecezji i jej faktycznego skarbnika. W kurialnych kuluarach mówiono wprost: żadna złotówka nie została wydana bez jego zgody.
Lisowski był postacią niejednoznaczną. Z jednej strony – inteligentny, elokwentny, towarzyski. Swobodnie poruszał się na bankietach, spotkaniach biznesowych i w środowisku KGHM, gdzie bywał regularnie. Z drugiej – wyjątkowo zasadniczy i bezkompromisowy, gdy chodziło o przestrzeganie kościelnych procedur i hierarchii. Ten kontrast budował jego legendę i pozycję.
Lakoniczny komunikat, wiele pytań
21 stycznia 2026 roku na stronie Legnickiej Kurii Biskupiej pojawił się krótki komunikat:
„Z dniem 21 stycznia 2026 roku ks. Józef Lisowski, dotychczasowy kanclerz Legnickiej Kurii Biskupiej, przeszedł na emeryturę. Biskup Legnicki Andrzej Siemieniewski urząd kanclerza powierzył ks. Piotrowi Kruczykowi. Odwołany został również sekretarz Biskupa Legnickiego”.
Ten lakoniczny przekaz wywołał więcej pytań niż odpowiedzi. Jednoczesne odwołanie 72-letniego kanclerza i 41-letniego sekretarza biskupa, ks. Tomasza Kołodzieja, zbiegło się bowiem w czasie z premierą książki „Kuria” Artura Nowaka, która trafiła do księgarń 13 stycznia.
Dla wielu obserwatorów to nie jest przypadek.

Jak Kościół handlował ziemią
Artur Nowak w swojej książce nie zostawia suchej nitki na mechanizmach funkcjonowania Kościoła instytucjonalnego. Jednym z bohaterów publikacji jest właśnie ks. Józef Lisowski.
Autor przypomina m.in. głośną sprawę handlu ziemią, którą Kościół otrzymywał od państwa za darmo. W 2006 roku dolnośląski wojewoda Krzysztof Grzelczyk zawiadomił prokuraturę o nieprawidłowościach przy przekazywaniu gruntów parafiom diecezji legnickiej.
Ks. Lisowski występował w tej sprawie w podwójnej roli: jako pełnomocnik parafii odzyskujących grunty oraz jako osoba sprzedająca te ziemie. W latach 2003–2006 dochodziło do transakcji liczonych w setkach hektarów i setkach tysięcy złotych.
Sam Lisowski tłumaczył się później bałaganem w dokumentacji i brakiem zestawień w kurii. Prokuratura ostatecznie nie postawiła mu zarzutów – oskarżono jedynie urzędników wojewódzkich.
Wypadek, który wraca jak bumerang
Nowak przypomina również sprawę z 2008 roku opisywaną przez wp.pl. Ks. Lisowski, jadąc drogim samochodem zarejestrowanym na Caritas, potrącił młodego motocyklistę z Głogowa. Poszkodowany spędził miesiąc w szpitalu, przeszedł dwie operacje barku i wymagał długiej rehabilitacji.
Duchowny obiecał pomoc. Odwiedził chłopaka raz, a jego matce wręczył kopertę z 500 zł. Na tym wsparcie się skończyło.
Emerytura czy zesłanie?
Bez względu na sympatie i antypatie, jedno jest pewne: ks. Józef Lisowski przez 34 lata należał do najważniejszych ludzi w diecezji legnickiej, a jego wpływ na jej funkcjonowanie był ogromny. Trudno też uwierzyć, że człowiek o tak silnej osobowości i przywiązaniu do władzy sam zdecydował się odejść w cień.
Dla „żelaznego kanclerza” emerytura może być nie nagrodą, lecz formą zesłania. Zwłaszcza że jego odejście następuje dokładnie wtedy, gdy światło dzienne ujrzała książka, która opisuje mechanizmy, ludzi i grzechy kościelnej władzy.
Czy to tylko zbieg okoliczności? W diecezji legnickiej niewielu w to wierzy.

