Sprawa byłego prezesa legnickiego MPK Marcina Borysa, radnego Sejmiku Województwa Dolnośląskiego, nabiera tempa. Prokuratura weryfikuje zawiadomienie dotyczące nie tylko możliwego wyrządzenia spółce szkody i używania służbowej karty do prywatnych celów. Jednym z badanych wątków jest podejrzenie naruszania praw pracowniczych poprzez szykanowanie pracowników. Policja rozpoczęła przesłuchania świadków. To od ich zeznań i zgromadzonych materiałów będzie zależało, czy prokurator zdecyduje o wszczęciu śledztwa.
Zawiadomienie dotyczące działalności byłego prezesa Miejskiego Przedsiębiorstwa Komunikacyjnego w Legnicy wpłynęło do Prokuratury Rejonowej w Legnicy w połowie lipca. Sprawa dotyczy Marcina Borysa – byłego szefa miejskiej spółki i obecnego radnego KO w dolnośląskim sejmiku (choć publicznie rzucił partyjną legitymacją nadal na stronie UMWD widnieje jako radny klubu tej partii).
Jak potwierdza Liliana Łukasiewicz, rzeczniczka prasowa Prokuratury Okręgowej w Legnicy, postępowanie znajduje się obecnie na etapie czynności sprawdzających.
– Zawiadomienie dotyczy ewentualnego wyrządzenia szkody przez byłego prezesa w związku z pełnioną przez niego funkcją i obowiązkiem zajmowania się sprawami majątkowymi przedsiębiorstwa. Dotyczy również używania służbowej karty do celów prywatnych oraz możliwego naruszenia praw pracowniczych poprzez szykanowanie pracowników. Postępowanie znajduje się obecnie na etapie czynności sprawdzających – mówi Liliana Łukasiewicz.
Policja przesłuchuje świadków
To właśnie wątek możliwego szykanowania pracowników MPK jest jednym z elementów, które mają teraz zostać zweryfikowane. Prokurator po analizie zawiadomienia skierował sprawę do Komendy Miejskiej Policji w Legnicy i wskazał, jakie okoliczności funkcjonariusze mają wyjaśnić.
Kluczowe będą zeznania świadków.
– Prokurator po uzyskaniu tego zawiadomienia przeanalizował jego treść i uzasadnienie i skierował na policję, do Komendy Miejskiej Policji odezwę, w której szczegółowo wskazał, jakie okoliczności mają być w tej sprawie wyjaśnione. Przede wszystkim poprzez przesłuchanie w charakterze świadków osób składających doniesienie – wyjaśnia rzeczniczka Prokuratury Okręgowej w Legnicy.
Prokuratura zaznacza przy tym, że samo zawiadomienie jest „dość lakoniczne faktograficznie” i wymaga uzupełnienia. Dopiero materiał zebrany przez policjantów pozwoli ocenić, czy istnieją podstawy do formalnego wszczęcia postępowania przygotowawczego.
– Dopiero po uzyskaniu tych materiałów z policji prokurator będzie mógł podjąć decyzję co do tego, czy wszcząć w tej sprawie śledztwo, czy też nie będzie do tego podstaw – podkreśla Liliana Łukasiewicz.
Noże taktyczne, prywatny masaż i remonty bez umów
Zawiadomienie trafiło do prokuratury po audycie działalności byłego prezesa MPK. Dokument liczący blisko 300 stron opisywał szereg budzących zastrzeżenia decyzji podjętych w czasie, gdy spółką kierował Marcin Borys.
Wśród ustaleń znalazł się m.in. zakup 59 składanych noży taktycznych, zakwalifikowanych jako koszty reprezentacji MPK. Audytorzy wskazywali również na wydatki gastronomiczne, których związku z działalnością spółki nie udało się udokumentować.
Jednym z najbardziej zaskakujących wydatków był prywatny masaż za 350 zł, za który podczas delegacji do Warszawy zapłacono służbową kartą prezesa. Według audytu regulacje obowiązujące w MPK zabraniały wykorzystywania karty do celów prywatnych.
Kontrolerzy opisali również remonty i modernizacje o wartości sięgającej blisko 170 tys. zł netto, przy których część prac miała rozpocząć się bez pisemnych zleceń i dokumentów określających zakres oraz koszt robót.
Zastrzeżenia dotyczyły także polityki kadrowej. Według audytu 24 osoby zatrudniono bez konkursów, w tym 16 na bezpośredni wniosek prezesa.
Będzie śledztwo?
Czynności prowadzone przez policję mają pozwolić prokuraturze zweryfikować informacje zawarte w zawiadomieniu, w tym zarzuty dotyczące sposobu traktowania pracowników.
Dopiero po otrzymaniu materiałów z Komendy Miejskiej Policji w Legnicy prokurator zdecyduje, czy istnieją podstawy do wszczęcia śledztwa.

